06.11.2009, 10:32

Niezwykła opowieść o codzienności – V edycja Kalendarza Andrzeja Tylkowskiego

Nie ma tu romantycznych randek z bukietem róż, zachodów słońca i romansowej scenerii. Są ulotne momenty ukradzione pospiesznej codzienności: spędzane przy wspólnym szykowaniu śniadania, podczas spacerów, odpoczynku na kanapie, czy choćby sprzątania. Bo „chwile średniej ważności”, zwłaszcza we dwoje, mają wdzięk i czar chwil niepowtarzalnych. Taki też jest piąty już Kalendarz z rysunkami Andrzeja Tylkowskiego, przygotowany przez wrocławskie wydawnictwo Ilustris.

Pierwsze zamówienia na Kalendarz pojawiają się już w sierpniu, mimo że wtedy dopiero powstaje... Co roku przybywa listów i zapytań od najwierniejszych wielbicieli twórczości Andrzeja Tylkowskiego, domagających się zdradzenia, kiedy i czy na pewno, kolejny Kalendarz trafi wreszcie do sprzedaży. Ci, którzy choć raz zetknęli się z tym wydawnictwem – kupując Kalendarz dla siebie, na prezent czy upominek – wracają, zauroczeni wizją, którą roztacza. Tęsknią za niezwykłą codziennością, którą przedstawiają rysunki pełne ciepła i czułości, przyciągające wzrok barwami, skłaniające do zatrzymania się na chwilę, przywołania wspomnień, obrazów, zapachów. Za codziennością pary ludzi, która po prostu cieszy się - sobą, swoją  miłością i swoją obecnością.

- To już piąte wydanie kalendarza, taki mały jubileusz – mówi Katarzyna Majewska, żona Andrzeja Tylkowskiego i współwłaścicielka wydawnictwa Ilustris. – Każdy kalendarz był w jakiś sposób wyjątkowy. Razem opowiadają już całkiem długą i bardzo ciekawą historię. Ale kiedy patrzę na te już ponad 60 rysunków Andrzeja, które wypełniają wydane od początku kalendarze, to wydają mi się ciągle niezmiennie świeże i piękne. Może wydanie dziesiąte złożymy z rysunków wybranych z wszystkich poprzednich wydań?

Andrzej Tylkowski kontempluje chwilę i podgląda siebie samego z żoną, znajomych, pary mijane przypadkowo w parku, na plaży, na ulicy. Jak sam pisze we wstępie, jego rysunki są często zapisem „chwili średniej ważności”, niezbyt ważnej i nieodświętnej, ale już sam fakt jej zauważenia, zanotowania, przelania na papier nadaje jej wdzięk i czar chwili niepowtarzalnej. To, że nie umknęła pamięci i czasowi, przemienia ją w wielką okazję, którą udało się odkryć dla siebie i przeżyć w pełni. Bez względu na to, czy będzie to wiosenny spacer, letni piknik na łące, jesienne podróże i powroty  czy szykowanie wspólnej kolacji. Niektórzy uwieczniają ten czas na fotograficznej kliszy, inni – na papierze. Dwanaście kart wydanych na eleganckim kredowym papierze to w pierwszym odbiorze rysunki wykonane łatwo rozpoznawalną, charakterystyczną kreską Andrzeja Tylkowskiego. Ale każdy miesiąc to przede wszystkim bardzo emocjonalne zatrzymanie się na tych mniejszych i większych, bardzo wyjątkowych, bo intymnych, świętach. Tu nie ma egzotycznej scenerii i fajerwerków, są wspólne chwile w kuchni czy łazience. Świat bliski każdemu z nas.

- Dla mnie rysowanie to proces o charakterze terapeutycznym, zarówno jeśli chcę przemyśleć sytuacje trudne, jak i zapamiętać, utrwalić te sympatyczne, wyjątkowe – opowiada Andrzej Tylkowski. – Za każdym razem największą inspiracją są dla mnie momenty, w których jestem na co dzień zanurzony, które są mi najbliższe. Tak naprawdę najbardziej pociąga mnie rysowanie, będące jednoczesnym przeżywaniem danej chwili. Dlatego praca przy tym kalendarzu jest dla mnie czasem miłego wytchnienia i relaksu.

Wielu wielbicieli nurtuje pytanie, czy Kalendarz to dosłowny zapis minionych dni, rodzaj diariusza pod hasłem „co słychać u Tylkowskich?”.

- Na pewno było tak z pierwszym kalendarzem – odpowiada Katarzyna Majewska. - W przeważającej części powstał z rysunków gotowych, zebranych z kilku naszych wspólnych lat. Ale w pewnym ważnym sensie jest tak do dzisiaj. Bo jeżeli dobrze zrozumiemy, co nas ludzi w ogóle inspiruje, to zrozumiemy, że to musi być coś, co jest nam bliskie, nawet jeżeli wydaje się nam bardzo od nas odległe. Myślę, że jeżeli Andrzej zobaczy gdzieś parę, którą chce sobie „ukraść” i naszkicować, to znaczy, że w ich sposobie bycia ukazuje się jakaś możliwość także dla nas, która w innych okolicznościach mogłaby się i nam przydarzyć. Natomiast rysunki rozgrywające się we wnętrzach to zazwyczaj taka gra i zabawa z przedmiotami i fragmentami obecnymi w naszym mieszkaniu. W ten sposób Andrzej zajmuje się na przykład projektowaniem swojej idealnej kuchni. Jedna z koncepcji, do których nie udawało mu się mnie przekonać, zaistniała w kalendarzu – zachwyciła mnie i w końcu ją zrealizowaliśmy.

To, co przede wszystkim różni życie od opowieści z kalendarza, to fakt, że teraz oboje są najbardziej zaabsorbowani wychowywaniem dwóch synków: 3,5-letniego Jonasza i 13-miesięcznego Tymona. - Bardzo zmieniło się to nasze świętowanie codzienności. Nic, co spotkało nas wcześniej, nie było takim darem i takim cudem jak wychowywanie dzieci - przyznają zgodnie.

Maile od wielu wiernych odbiorców sugerują, że zmiany zachodzą nie tylko w życiu autorów kalendarza. Miejsce magicznej rzeczywistości we dwoje z czasem zajmuje już inna, równie fascynująca... Czy wpłynie to na tematykę następnych wydań Kalendarza? Zobaczymy. Na razie Andrzej Tylkowski odpowiada tylko: - Rysuję to, czym żyję...

Co roku zwiększając nakład Kalendarza wydawnictwo Ilustris wyprzedaje praktycznie wszystkie egzemplarze. Przywiązało się do niego już kilka tysięcy osób. Niektóre pary przyznają się w mailach do comiesięcznego sporu o to, kto przewróci kartę z następnym miesiącem. Może najważniejszy powód tego sukcesu odkrywają ostatnie słowa Andrzeja Tylkowskiego ze wstępu do tegorocznego wydania: - Mam nadzieję, że tegoroczny kalendarz okaże się pomocny w pozytywnej kontemplacji mijającego czasu.

 
Kalendarz
rozmiar: 289.4 KB, typ: jpg
Kalendarz
rozmiar: 580.8 KB, typ: jpg